024 Life Update

Mam wrażenie, że nie jestem już tą samą osobą. Że coś się zmieniło, a nawet dużo tych ‚cosiów’. Ostatnie pół roku było jak intensywny kurs przygotowawczy do oswojenia brutalnej rzeczywistości. Stresy, załamania, próby radzenia sobie, olśnienia, zrozumienia, ataki paniki, galopująca furia, spokój przed burzą, spokój po burzy, burze, syzyfowa praca, mniejsze i większe sukcesy i porażki.

It’s like world around me shifted.

Jakby w miejscu północy stopniowo pojawiał się zachód, a stopy zwisały z łóżka w kierunku wschodu. Planety zmieniły położenie, Ziemia oddaliła się od Słońca, a potem mocno je przytuliła.

Nie wiem. Nie potrafię tego opisać.

Wiele zrozumiałam i się nauczyłam. Mój sposób rozumowania się nieco zmienił. Uwolniłam się od niektórych, doskwierających mi obciążników. Nabrałam powietrza w płuca i odetchnęłam westchnięciem pozostawiającym po sobie spokój.

Wiem, że moi starzy nie są idealni.

Wiem, że mimo wszystko ich kocham, choć wolałabym z daleka.

Wiem, że w życie nie polega na skreślaniu z listy rzeczy do zrobienia.

Wiem, że sukces może być różnie rozumiany.

Wiem, że najważniejsze jest jak ja rozumiem rzeczy i że mój mężczyzna rozumie to, albo usilnie zrozumieć próbuje.

Wiem, że inni ludzie są poza moją kontrolą i nic z tym nie zrobię.

Wiem, że nie mogę obwiniać się o coś, na co nie mam wpływu.

Czy niedługo znowu wpadnę w panikę, spiralę stresu, wrażenie beznadziei i nerwobóle? Pewnie tak. Czy wszystko co wiem, albo ‚wydaje mi się, że wiem’ pomoże mi choć trochę? Mam nadzieję. Czy znikną kiedyś te powody złego samopoczucia i rozpaczy? Oczywiście, że tak. Czy jestem wystarczająco cierpliwa, żeby tego doczekać?

Mam nadzieję.

Mam nadzieję.

023 Je suis tellement fatiguee…

Czasami człowiek musi. Wracam do siebie codziennie po kolacji. Zamiast kłaść się, zaczynam pisać. Chyba potrzebuję takiej dekompresji. Powoli przyzwyczajam się do tego, że o ósmej jem śniadanie na słodko, o dwunastej trzydzieści lunch, który przypomina nasz obiad. Potem o czwartej jest podwieczorek w postaci czegoś do przegryzienia. Takie apero. Wieczorem o siódmej kolacja, która też przypomina obiad. To jakbym jadła dwa obiady dziennie.

Okazuje się, że gotować każdy może… tylko nie każdy jest do tego stworzony. S, u której pracuję jest przeuroczą kobietą, ale niestety jak na tyle lat gotowania dla rodziny, wychodzi jej to strasznie nieudolnie. Pomagam. Jestem człowiekiem, który dzięki Bogu, potrafi za nią usmażyć mięso. I to tak, żeby kompletnie nie przywierało! o.O

Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam ją, ale w jej rękach produkty spożywcze zamieniają się w dziwne formy nieregularne. Potrafi odebrać kształt nawet paluszkom rybnym. Jej sposób odgrzewania ravioli albo makaronu doprowadza mnie do palpitacji serca. Nie mogę patrzeć jak obchodzi się z ryżem. Cóż.. nie wszyscy muszą idealnie pichcić 😉 Dobrze, że mogę jej chociaż trochę pomóc.

Pan domu odwala grumpy cat’a. Ok… Co mnie to… Niech odwala. Nie zamierzam wokół niego skakać albo udawać nadmierny entuzjazm jego głupawymi dowcipami. Albo praktycznymi żartami typu łaskotanie żony stojącej na drabinie… Och, ha ha… xD

Maluję.

Maluję sobie akwarelą wieczorami, po trochu. Jakoś mnie to odpręża.

Jutro mój mężczyzna zabiera mnie do siebie i idziemy do restauracji. Jeśli chodzi o Szwajcarię, to chyba nie ma tu złych restauracji. Nie przetrwałyby. Wszyscy smakosze skupiają się jedynie wokół tych naprawdę dobrych. Klasa. Nie jadłam w Szwajcarii jeszcze niczego niesmacznego w żadnym z lokali. Tym razem idziemy do burgerowni, w której produkują też kilka rodzai naprawdę dobrego piwa ❤ Aż się nie mogę doczekać…

A jak Wam mijają wakacje ? 😉

022 If only I could…

…kill just with the look.

http://vignette4.wikia.nocookie.net/himym/images/8/81/Dead_to_me_look_4.jpg/revision/latest?cb=20110228032023

W sumie wszystko spoko. Nadal niczego nie schrzaniłam, dogaduję się z dzieciakami. Z mamą dziatwy jestem już praktycznie zaprzyjaźniona. Niestety z głową tej rodzinki jest inaczej.

Status quo jest taki że jest spoko. Jesteśmy dla siebie na wzajem uprzejmi, żartujemy, nie konfrontujemy i panuje zasada ‚żyj i daj żyć innym’. A tak naprawdę on mnie nie lubi. A to wszystko dlatego, że najwyraźniej moja gęba to otwarta książka. No, nie do końca, ale jak kogoś nie lubię, to raczej o tym wie. A ja nie potrafię patrzeć jak ten człowiek wlewa w siebie po powrocie z pracy trzy piwa, kieliszek wina do obiadu i coś mocniejszego na trawienie. Ach, potem ewentualnie piwerko jeszcze…

Spędzam z jego żoną większość dnia (no poza czasem kiedy ona musi wyjść) i widzę, że wszystko jest na jej głowie. Spoczywa na jej barkach. A ten łaskawca (wielki pan jak z koziej nogi motyka) przynosi do domu część swojej pensji. Tą której nie wyda na piwo, wino i inne trunki. Nie leży nigdzie pijany pokotem, ale naprawdę.. żeby tak codziennie?

Skoro tak, to może chociaż przynosiłby więcej. Jego żona mogłaby po prostu zajmować się  domem, trójką dzieciaków, dwoma kotami i ogrodem; a nie musiałaby sprzątać u sąsiadów, pracować dorywczo przy wykańczaniu wnętrz (malowanie/sprzątanie) i dorywczo w domu starców podczas weekendu.

Dzieci widzą ojca między godziną siódmą wieczorem a dziesiątą. Mogą najczęściej patrzeć na niego z boku i być uciszanymi gdy przeszkadzają w oglądaniu pieprzonego turnieju tenisowego albo piłki nożnej. Jeśli ma dobry humor to zagra z dziewczynką w karty albo pochwali budowle z klocków lego. Dzieci tęsknią za ojcem nawet wtedy jak przebywa w tym samym pomieszczeniu.

Ale to tylko wierzchołek góry lodowej mojej niechęci do tego człowieka.

Nie znoszę fałszywości. Przyzwyczaili się do mnie, więc dla mnie już nie zakłada maski. Nie musi się starać. Ale kiedy mój chłopak wpada na wieczór albo żeby mnie zabrać na weekend, zamienia się w duszę towarzystwa. Potrafi być najfajniejszym gościem pod słońcem. Najbardziej domyślnym, najbardziej dowcipnym, najbardziej cool. Szkoda, że z takim zaangażowaniem nie poświęca uwagi własnym dzieciom… Albo żonie.

Już nie będę się nawet rozwodzić na temat tego, że nie przepadam na gośćmi z syndromem Piotrusia Pana. Wieczne dziecko od siedmiu boleści. Zakończę kropką nad „i”:

Jestem tu w przyszłym tygodniu tylko dlatego, żeby on mógł pojechać sobie na tydzień na jakiś festiwal muzyczny. Ja rozumiem chęć odpoczęcia od życia domowego, od dzieci. Ale tu akurat nie ma jak odpoczywać od czegoś, czego prawie że nie ma. W ogóle to nie ma go dla dzieci, a teraz tydzień urlopu spędzi gdzieś w błocie pod namiotem czy gdzie tam?… (prawdopodobnie ma tylko góra 2 tygodnie urlopu) Poza tym… tak zostawić za sobą żonę? Jak ona musi się czuć?

Idę spać, bo jutro praca na 7.30.

Mam nadzieję, że Wasze wakacje są bardziej bezstresowe od moich…

021 Raport z uzbrojonej po zęby Szwajcarii

Od dwóch dni zajmuję się trójką gadatliwych, francuskojęzyczych stworzeń w wieku podstawówkowym. Rankiem wstają rozczochrane jak małe kurczęta, z błędnym wzrokiem i kiwają im się głowy nad talerzykami. Wsuwają chleb z ekwiwalentem Nutelli. Podobno nic innego nie da się w nie o tej porze wcisnąć. Do tego woda z syropem. Chyba, że akurat ogromna micha w lodówce jest pełna świeżego, wiejskiego mleka. Wtedy kakao. W lecie na zimno. Potem powoli nabierają energii i się zaczyna.

Sześciolatka chce ze mną grać w gry karciane typu Uno, opowiadać mi o szkole, budować zamek z poduszek (dla kota, który wygląda na tak przerażonego, iż dziwię się, że jeszcze nie wyzionął ducha) i pomagać w obowiązkach domowych. Chłopcy łażą z tabletem albo budują z lego. Dzisiaj przynieśli już chyba z pięć wersji więzienia, w którym od razu zaprojektowali drogę ucieczki dla zbirów. Brawo oni.

Ja nabawiam się zeza jednym okiem kontrolując dzieci, drugim patrząc na to co robię. Prasuję, ścieram kurze, podlewam kwiaty, przygotowuję żarcie, jestem przepytywana ze zwierzątek (po francusku).

Na koniec dnia mam siłę tylko walnąć się na łóżko i zasnąć. Choć chyba się już przyzwyczajam, skoro trzeciego dnia mam już siłę, żeby coś napisać. Nie wiem, czy jeszcze napiszę w ciągu następnych dwóch tygodni. Zobaczymy..

Na razie podziwiam siebie samą za cierpliwość do tych pędraków i za to, że jeszcze niczego nie schrzaniłam. Zdałam sobie sprawę, że nawet lubię wykonywać prace domowe. Super. Kiedyś mi się to przyda 😉

Pozdrowienia ze słonecznej Szwajcarii. Au revoir!