041 Chcę być suką

     Odkąd pamiętam mnie i innym dzieciom nieustannie wpajano, że nieładnie jest przezywać, a zwłaszcza nikogo wyzywać od grubasów. Nie wolno pulchnym dzieciom wypominać jedzonych przez nich ton słodyczy, a o nauczycielkach o dużej tuszy mówić ‚ta gruba baba’. Dziecięcy rozumek przewrażliwionej i wiecznie zastraszanej przez rodziców dziewczynki pojął, że wypominanie komuś w twarz jego ‚minusów’ (a to krzywe nogi, a to wielkie stopy itd…) jest niemiłe. Przecież samemu nie chciałoby się usłyszeć czegoś na własny temat. Logiczne. Przezywanie jest be i nie rób drugiemu co tobie niemiłe.

     Tylko, że mnie przezywano. ‚Ta chuda’, ‚chudy tyłek’, ‚przecinek’, ‚lebioda’, ‚chudzielec‚. I mówiono rzeczy jak ‚Musisz więcej jeść, bo cię wiatr porwie’. Pytano czy w domu mnie karmią.

Mnie było wolno dokuczać z powodu szczupłości bo ‚nie miałam się czym martwić‚. To jak dokuczanie Monice Bellucci, że jest piękna. Przecież to nic złego. Wcale ją to nie obrazi, więc można.

     Rzecz w tym, że co by do słowa ‚chudy’ nie dopowiadać jest nacechowane pejoratywnie. Gdyby wszyscy mówili, że jestem szczupła, to pewnie nie poświęciłabym temu więcej niż kilka sekund myśli. W końcu bycie szczupłym nie brzmi źle.

     W przedszkolu panie myślały, że nic nie jem, bo z przedszkolnej kuchni byłam w stanie zjeść tylko rosół i ziemniaki. Nie była to jednak kwestia tego, że w ogóle jestem wybredna i właściwie nie jem, tylko tego, że kucharki były o kant tyłka rozbić. Przedszkolanki podejmowały więc karkołomny wysiłek wmuszenia we mnie obiadu. Po jakimś czasie dały spokój. Nie wiem tylko, czy rodzice im powiedzieli, że w domu jem normalnie, czy po prostu nie miały siły do tak upartego dzieciaka. /Dygresja/ Z przedszkola pamiętam jeszcze jak jedną z największych obelg było słowo ‚głupek’ w odniesieniu (na przykład) do takiej jednej dziewczynki, która była jedynie przy kości. Za to charakterne było bydlę, więc i sympatii od rówieśników niewiele. Pewnie to o to chodziło, a nie o boczusie. /koniec dygresji/ –> W każdym razie czułam, że skoro panie przedszkolanki tak na mnie reagują, to musi być ze mną coś nie tak…

     W podstawówce pani pielęgniarka dokarmiała mnie kanapkami z salami (tak rozwinęła się moja miłość do tegoż dodatku xD). Chyba też nie bardzo wierzyła, że w domu mnie karmią. ‚Chodzący kościotrup‚ mawiała pieszczotliwie. ‚Kiedyś się przewrócisz’. Nikt jakoś nie wpadł na pomysł, żeby zapytać moją babcię jak u mnie z jedzeniem. Powiedziałaby, że pożeram duże jak na dziecko porcje. /Dygresja/ Mojej matki i tak nie było często w domu. Podobnie taty. Dla nich byłam niejadkiem. Twierdzili, że jestem wybredna. Może to dlatego, że rzadko kiedy byli w domu podczas obiadu. Niejedzenie chrupek do mleka albo parówek rano, bo się przejadły, to jeszcze nie wybrzydzanie 😛 /koniec dygresji/ –> Brali nas po kilka dziewczynek podczas lekcji wychowawczej i wysyłali do Pielęgniarki. Pielęgniarka nas ważyła, mierzyła i mówiła czy jesteśmy w normie. Ja byłam na granicy niedowagi. Za to większość dziewcząt mieściło się jeszcze w normie ocierając się o nadwagę, chociaż wcale nie wyglądały na pulchne. (Tylko po prostu wyrośnięte). Jedna z koleżanek uważała, że to bardzo zabawne prosić mnie bym wciągnęła brzuch i próbować złączyć palce środkowe i kciuki obu rąk wokół mojej talii.. Czułam się co najmniej dziwnie…

     W gimnazjum koleżanki stale opowiadały co mają za grube i że muszą schudnąć. Nie widziałam jednak, żeby którakolwiek przestała pożerać zapiekanki na przerwie albo cukierki. Może była to więc dieta cud. Ja byłam nadal chuda i dopiero w połowie między miseczką A a G. Mówiły ‚Tobie to dobrze, bo ty jesteś chuda, a ja to…’. Albo patrząc na mojego Snickersa ‚No, ty to możesz, a ja…’. No jasne. Wypominajcie. Może się nad wami zlituję i utyję celowo… Koniec świata.

     Liceum upłynęło pod znakiem wciągania brzucha. Nadal byłam szczupła, biust był już spory, a ja idąc za przykładem koleżanek byłam wiecznie niezadowolona z tego jak mój brzuch wygląda kiedy siedzę. Nabrałam krągłości, ale w moich oczach to było tak, jakbym utyła, a teraz to już tylko równia pochyła…

     Schody zaczęły się dopiero kiedy postanowiłam uregulować sobie okres tabletkami antykoncepcyjnymi. Przed ich przepisaniem ginekolog zlecił badania poziomu hormonów i takie tam. Powiedział, że mój trądzik utrzymuje się, bo mam idealny poziom hormonów… Do tej pory nie wiem czy bredził, czy miał rację xD Na tabletki nie wybrzydzałam, bo moja aktywność seksualna się wzmogła i zamierzałam najpierw skończyć studia, a potem zaplanować spokojnie rozmnażanie. Problem w tym, że od tabsów utyłam. Wszystko mi się zaburzyło i od tamtej pory nie mogę utrzymać szczupłej sylwetki, jeśli nie jestem na diecie…

     Po raz pierwszy w swoim dwudziestojednoletnim życiu to ja byłam tą pulchną, która nie chciałaby usłyszeć wymierzonego w swoim kierunku słowa ‚grubas’. Tyle, że moja rodzina ma chyba jakieś zaburzenia wzroku. Od babci dowiedziałam się, że wreszcie wyglądam zdrowo. Od matki, że nie widzi problemu. Od siostry, żebym się nie porównywała, bo ona miała gorzej. Od drugiej siostry ‚No, a ja mam grube łydki’. Zrozum tu coś człowieku. Mnie wystają boczusie, rolują się wałeczki, pojawia drugi podbrudeczek, pojawiają udziska, a ramionka pulchnieją. Ale nie… Wagowo mieszczę się w BMI i jeszcze nie mam prawa nazywać siebie grubaskiem. Jakbym w ogóle chciała…

     Przyznaję to z ubolewaniem, ale ściągnęłam sobie w pewnym momencie takie piosenki jak ‚I like big butts‚ i ‚All about that bass‚ oraz kupiłam szersze dżinsy. Bladego pojęcia nie miałam, że biorę udział w czymś takim jak Body Shaming. Ba! Nie wiedziałam, że takie coś w ogóle istnieje!

     Słyszałam o memach z otyłymi ludźmi. Słyszałam nawet o tym, że wstawianie zdjęć przed i po schudnięciu rani czyjeś tam uczucia. Body Shaming jako napiętnowanie osób otyłych jeszcze rozumiałam i potępiałam. Jak mnie nauczono. Ale Body Shaming dotyczący dziewczyn, które wstawiają swoje fit-fotki? Swoje zdjęcia ciał nad którymi od dawna pracują i mają efekty?

     Kopara opadła na ziemię i przejechała po żwirze z kilka metrów…

     O, to coś nowego. Niech mnie galopujące gargulce… Jak można napiętnować kogoś za prowadzenie zdrowego trybu życia i ćwiczenie swojego ciała? Rozumiem, że ktoś nie może patrzeć na ekstremum jakim są panie usiłujące umięśnieniem dorównać Szwartzegenerowi. Ale fit blogerki albo inne perełki? Jako to? Po co? Czemu?

     A jednak…

     Czy to znaczy, że źle jest być w formie? A czy dobrze jest być otyłym? A czy skoro chudzielce nie mogą o tych z drugiego końca mówić źle, to one nie powinny też zostawić chudzielców w spokoju?

     O co chodzi?

„So im looking at rock videos
Knocking these bimbos
Looking like hoes
U can those bimbos
I keep my women like flo-jo”

-Sir Mix A Lot – I Like Big Butts

„Yeah it’s pretty clear, I ain’t no size two
But I can shake it shake it, like I’m supposed to do
‚Cause I got that boom boom that all the boys chase
And all the right junk in all the right places
I see them magazines, working that Photoshop
We know that shit ain’t real, come on now make it stop
If you got beauty, beauty, just raise em up
‚Cause every inch of you is perfect from the bottom to the top”

[…]

„I’m bringing booty back
Go ‚head and tell them skinny bitches that
No, I’m just playing, I know you think you’re fat
But I’m here to tell you…
Every inch of you is perfect from the bottom to the top”

-Meghan Trainor – All about that bass

     Czy rozczaruję kogoś jeśli powiem, że ja to chcę być tą ‚skinny bitch‚? Że chcę być tą chudą suką? Nawet, jeśli do końca życia ktoś będzie tak mnie… przezywał.

     Pozdrawiam 😉