025 Sabotaż

Have you met Ted?

Znacie TED’a?

Nie, nie chodzi o Ted’a z „Jak Poznałem Waszą Matkę„, choć strasznie by pasował.

[PLAY –> DYMEK W PRAWYM, DOLNYM ROGU –> WYBIERZ JĘZYK NAPISÓW]

Ten oto Larry Smith tłumaczy nam – biednym robaczkom – czemu zawiedziemy. Czemu nie odniesiemy sukcesu. Czemu nie będziemy mieć ani dobrej ani świetnej kariery.

Na szczęście istnieje słowo ‚unless’.

Nie wiem tylko, czy to słowo może w czymkolwiek pomóc.

Niesamowicie trudno jest wziąć genialną radę – ultimate advise i podążyć za nią. Powiedzieć: Tak, zrobię to. I osiągnę sukces.

Każdy z nas kiedyś podłożył sobie samemu nogę. Nie wziął do siebie wspaniałej rady i nie zbudował wokół niej czegoś niesamowitego. Każdy z nas zrezygnował kiedyś z wykorzystania swojego pełnego potencjału.

Dlaczego?

Ze strachu.

I ja teraz walczę ze strachem.

Życzcie mi szczęścia.

Módlcie się za mnie.

 

Pozdrawiam.

Reklamy

018 Nie tylko człowiek

Trzydzieści pięć lat temu pewien młody człowiek postanowił, że nie zostanie elektrykiem jak jego ojciec. Postanowił zamiast tego, że pójdzie na studia architektoniczne. Niestety nie dostał się za pierwszym razem i poszedł na dwa lata do wojska. Nie palił, więc przydziałowe papierosy wymieniał na konserwy. Rysował najlepiej z wszystkich tam, więc ‚ozdabiał’ chusty dla tych co odkroili już wszystkie kawałki centymetra z dniami do końca służby. Po tym jak sam wyszedł z wojska, jego matka prawie go nie poznała. Jej zawsze chudy jak przecinek syn, nabrał ciała w wojsku. Podobno to po części przez ilość chleba i spożywanie czegoś, co nazywano mięsem, bo przez chwilę obok niego leżało. Naturalnie zaraz znowu zrobił się upiornie chudy.

Nic się przez te dwa lata jednak nie zmieniło. Jakkolwiek mógł być zdemotywowany albo niezadowolony, że nie udało się za pierwszym razem, nie podał się. Prawdopodobnie nie dostanie się wtedy na architekturę wydawało się mu dramatem niemal nie do przeżycia. A jednak przeżył i poszedł na wymarzone studia. Pomińmy fakt, że same studia architektoniczne to często katorga. Zwłaszcza jeśli jest się człowiekiem uczciwym.

Z koła naukowego studenci jeździli grupą na różne wycieczki. Także szlakiem bunkrów. Na jednej z takich wycieczek jakoś w 1985 poznał pewną dziewczynę. Pięknie ubraną (rodzice byli krawcami), z grubymi warkoczami do tyłka. Cokolwiek w niej wtedy zobaczył i jakiekolwiek środki powziął, w 1987, 1 czerwca poprosił ją o rękę. Rok później, tego samego dnia byli już małżeństwem. Trzy lata potem urodziła się im córeczka.

Nie odziedziczyła po nim niebieskich oczu, ale przez wiele lat była najchudsza, gdziekolwiek poszła. Cokolwiek się działo, jak bardzo jej mama nie byłaby nerwowa, zawsze był tata. A tata był skałą. Niezmienny, solidny i milczący jak skała. Sumienny, dbający o detale. Cierpliwy i odpowiedzialny.

Kiedy miała kilka lat i ledwo zaczynała szkołę, rodzice od czasu do czasu mieli wieczorami gości. Wtedy położona uprzednio do łóżka dziewczynka wygrzebywała się z niego i szła za odgłosami rozmów. Wchodziła do pomieszczenia i za niewielką cenę bycia przedstawioną zebranym/ przywitania się, wspinała się tacie na kolana. Wtulona w jego pierś zasypiała żeby czasami obudzić się na kilka sekund i zauważyć że jest niesiona do łóżka. Dopóki jeszcze nie była za duża, robiła to prawie za każdym razem. I za każdym razem czuła się bezpiecznie jak nigdzie indziej. Nie mogła wiedzieć, że częściowo robiła to przez przyzwyczajenie. Kiedy była bobasem, zasypiała na piersi taty, słuchając bicia jego serca.

Przez całą podstawówkę tata budził córkę i jej siostry, robił im śniadanie, pakował drugie śniadanie do plecaka i zawoził rano do szkoły. Czasami gdy najstarsza otwierała kanapkę by sprawdzić z czym jest znajdowała uśmiechniętą buźkę zrobioną ketchupem albo połową krążka cebuli i plasterkami ogórków. Było to miłe, ale przeważnie wolała słodkości ze sklepiku niż śniadanie z domu. Raz nawet rodzice odkryli kolekcję kanapek i jogurtów w szufladzie jej biurka.

Nie zdawała sobie sprawy z tego, że przez większość życia mało czasu spędzała w autobusie. Zawsze był samochód taty. Czy jechało się na balet, na gimnastykę, na dodatkowe zajęcia.

Dziecko dorosło i zdecydowało, że ścisłowcem nie jest i nigdy nie będzie. Wybrało się na profil humanistyczny w liceum i na studia dziennikarskie. Nadal co rano tata wstawał rano, budził wszystkie dzieci, żeby przed pracą zawieść je do szkół. Pewnego dnia znowu zaczął robić drugie śniadanie dla najstarszej córki, która zawsze wybiegała bez tego pierwszego i pędziła na autobus. Pewnego dnia, gdy wszystko zdawało się beznadziejne, szare i męczące, głodna wyjęła kanapkę z folii. Odruchowo ją otworzyła. Ze starannie ułożonej szynki, patrzyły na nią dwa ketchupowe oczka i ketchupowy uśmiech.

Może tata niewiele mówił, może zajmował się dziećmi po cichu, może nie powtarzał codziennie co do nich czuje. Ale ten jeden uśmiech z ketchupu mówił więcej niż wszystkie słowa kiedykolwiek mogłyby powiedzieć. I poprawiły humor dziecku, które od kilku lat miało na pieńku z rodzicielką. Chyba wtedy przestała myśleć „rodzice”, tylko „mama i Tata”. Tata – człowiek który bez narzekania zawiezie, odbierze, zrobi zakupy za mamę, pójdzie do pracy za mamę, będzie harował jak wół (częściowo za mamę).

Minęło pięć lat. Dziewczynka w tym czasie poszła w ślady rodziców. I kiedy w trakcie sesji prawie nie spała, zawsze mogła liczyć na to, że rano usłyszy pukanie do drzwi i zobaczy te niebieskie oczy, posiwiałą czuprynę i uśmiech jedynej osoby, która nigdy jej źle nie potraktowała i nigdy tego nie zrobi. Która w stoickim milczeniu wspierała na wszelkie znane sobie sposoby. Bez większej filozofii, wiedzy, planów i udziwnień. Po prostu, od serca i z miłością.

Teraz ma ponad pięćdziesiąt lat, a tak naprawdę od dwudziestu-pięciu lat nic się nie zmieniło. Nie tylko jest jak opoka, ale również jak woda, która systematycznie, przez lata drąży skałę.  Dziewczynka ma tylko nadzieję, na kolejne pięćdziesiąt lat. A gdyby się dało, to nawet na wieczność.

Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. To jednak zawsze był i jest jedyny człowiek, który dla tej córeczki tatusia jest najlepszym spośród tylko ludzi.

blog_iv_5056744_7844801_tr_dlon-malego-dziecka-obejmuje-palec-rodzica

Zapisz