029 Ustawa aborcyjna?

Znaleziony obraz

Długo zastanawiałam się, czy w ogóle poruszać ten temat. Przecież jest taki kontrowersyjny i w ogóle. No, ale tematem kontrowersyjnym nazywa się również kwestię obrzezania. A przecież oba te tematy różnią się w sposób bardzo zasadniczy. Jeden z nich to sprawa życia i śmierci, a drugi standardowej operacji wykonywanej w takich krajach jak USA czy Szwajcaria.

Poza tym kwestia obrzezania wydaje mi się łatwa do rozwiązania. Nie jestem Żydówką, w mojej rodzinie nie ma Żydów –> ergo: nie obrzezałabym swojego syna.

Proste.

A w Szwajcarii, wyobraźcie sobie, trzeba składać specjalny papier który mówi, że NIE wyrażam zgody na obrzezanie mojego dziecka. Czy to nie bareizm? Przecież powinno być odwrotnie. Powinno składać się podanie o taki zabieg.

A w ogóle to po co odcinać coś nowemu, zdrowemu życiu? Bóg stworzył nas w ten sposób. Wszystko w organizmie za coś odpowiada i do czegoś jest potrzebne. Podobno jak zoperujesz jajniki, to masz potem problemy z tarczycą. Podobno. Po kiego grzyba wycinać jeśli nie ma żadnego zagrożenia? Napletek to nie wyrostek robaczkowy, nie?

/Abstrahując od kwestii obrzezania małych chłopców… Nie byłabym w stanie być z obrzezanym facetem. Normalnie nie mogłabym. Uwierzycie, że są kobiety, które otwarcie mówią, że męski penis jest obrzydliwy jeśli nie dokonano obrzezania? OCB? OCB?!/

Moja przyjaciółka, z którą mogę pogadać o wszystkim spojrzała na mnie zdziwiona. ‚O czym ty mówisz?’ – zapytała. – ‚Przecież tyle się wrzeszczy o prawach człowieka i o prawie do decydowania o sobie i o swoim ciele. Te feministki od siedmiu boleści twierdzą, że mają prawo decydować, czy chcą zatrzymać już poczęte dziecko. Chcą decydować o sobie. Nie lepiej zostawić tą decyzję osobie, którą to najbardziej dotyczy? Dorośnie i uzna, że chce być obrzezany? Jego sprawa. Poza tym czy to nie jest jakieś inwazyjne? To na pewno zabieg a nie operacja?’

Zamilkłam. Nie byłam pewna co odpowiedzieć. W mojej głowie pojawił się tylko argument, który przedstawiają rodzice rocznego dziecka, któremu przekuli uszy. „Trzeba to zrobić jak dziecko jest jeszcze bardzo małe i potem nie będzie tego bólu pamiętać„. Moi rodzice nie przekuli mi uszu jak byłam dzieckiem. Pozwolili na to jak ich poprosiłam w wieku szesnastu lat. Uznali to za moją decyzję i od czasu do czasu dostaję od nich naprawdę ładne kolczyki na różne okazje.

Wzruszyłam tylko ramionami.

‚W sumie to logiczne.’ – przyznałam. – ‚Słyszałam jak ktoś się oburzał, że go we wczesnym dzieciństwie ochrzczono, a przecież to powinna być jego decyzja. Wolałby, żeby rodzice poczekali aż on sam będzie mógł o tym decydować. Bo teraz się okazuje, że on Kościołem gardzi i uważa  za obrzydliwość.’

‚A widzisz’ – pokiwała głową przyjaciółka. – ‚Lewacy nie wiedzą czego chcą. Gubią się w swoich sloganach i wrzaskach. Nie widzą rzeczy, które się wykluczają. I rażącego braku logiki. To pieprzeni hipokryci!’.

Jej słowa wydawały mi się co najmniej mocne. Chyba wyglądałam na zagubioną, bo znowu podjęła wątek.

‚Skoro nie chcą być chrzczeni wbrew własnej woli jako bobasy, to czemu nie zaczekać aż dziecko się urodzi i dorośnie, żeby je zapytać czy chce żyć, czy umrzeć. Aborcja przecież też jest dokonywana zanim dziecko jest w stanie o czymkolwiek decydować.’

Znaleziony obraz

Chciałam coś powiedzieć, ale zabrakło mi słów. Po głowie kołatał mi się tylko niemrawy argument dotyczący chrzcin. Dzieci chrzci się wcześnie, bo wierzy się w to, że chrzest zmywa grzech pierworodny i jeżeli dziecko umrze bardzo wcześnie (dawniej było od groma chorób dziecięcych które zabijały te nieboraki) to powinno mieć szansę trafić do Nieba. Z biegiem czasu stało się to po prostu tradycją. To jest sakrament. Przecież nikt by nie powiedział teraz, że dziecko, które nie miało szansy jeszcze zgrzeszyć w żaden sposób mogłoby nie pójść do Nieba. Prawda? Co jeśli ktoś trzyma się wersji z grzechem pierworodnym, a przecież przed narodzeniem nie ma szansy na ochrzczenie dziecka…

Westchnęłam ciężko.

‚Jedno wiem’ – odezwałam się po krótkim czasie. – ‚Od chwili zapłodnienia komórki jajowej, to już dziecko. To już człowiek. Człowiek ma prawo do życia. Przerywanie życia jest z definicji zabójstwem. Widziałaś to wideo o tym jak przebiega aborcja? A widziałaś zdjęcia? Przecież to zwykłe, brutalne morderstwo.’

‚Ja ci powiem więcej’ – moja przyjaciółka uniosła palec wskazujący w geście „uwaga!” – ‚W Polsce nie prześladuje się kobiet. Nie dyskryminuje. Baba może wszystko, a nawet czasem na więcej władzy od faceta. U mnie w domu panuje jakiś matriarchat. W katolickiej z konstytucji Polsce prześladuje się katolików za ich wierzenia religijne. Atakuje się kościół za jego zasady. Ludzi za to w co wierzą. A islamistów nie wolno ruszyć bo od razu że nietolerancja i w ogóle masakra. Islamiści nawołują do siłowego „nawracania”. Islam pozwala zabijać. Kobiety są traktowane gorzej niż zwierzęta. Nie mają żadnych praw. Są własnością mężczyzn. I powiedz mi proszę, czemu ludzie buntują się przeciwko chrześcijaństwu które nakazuje miłować każdego człowieka. Nawet, a zwłaszcza, grzesznika. Mówi o miłości i wybaczaniu. Promuje pokój, sprzeciwia się agresji i wzywa do opieki nad życiem ludzkim i rodziną. Normalnie puchate chmurki, jednorożce i tęcze (te z prawidłową ilością kolorów).’

‚Powiesz tak komuś, to ci wyciągnie i wytknie krucjaty’.

‚Krucjat nie ma od dawna. Ekstrema nigdy nie są dobre. Teraz się je potępia. Katolicyzm nigdy nie był lepiej zinterpretowany niż dzisiaj. Poza tym krucjaty były raczej mało związane z wiarą. To drudzy i któryś tam z kolei synowie, którzy nie dziedziczyli i byli bez ziemi szli sobie coś zdobyć. Faceci. Pfff… A polowania na czarownice? Przecież w Afryce jak chcą jakieś ziemie dla siebie albo baba pyskata (zbyt inteligentna), to ją oskarżają o czary. Wypędzają i zagarniają ziemie jej rodziny. Bo tak.’

Pokiwałam głową na znak że rozumiem. Kurczę, to o co w ogóle chodzi z protestem przeciwko projektowi obywatelskiemu, który muszą przegłosować. O prawo do aborcji dziecka upośledzonego? O prawo do aborcji owocu gwałtu? O prawo do aborcji w razie zagrożenia życia matki? (I dlaczego poszczególni posłowie są napiętnowani za swoją wiarę? Czemu mieliby nie głosować zgodnie ze swoim sumieniem? Dlaczego się ich za to krytykuje?).

Znaleziony obraz

‚Nie potrafię ci powiedzieć jak uważam, żeby było w sprawie dziecka upośledzonego’ – odparła. – ‚Po mojemu to też człowiek i ma prawo do życia. Owoc gwałtu może być wydany do adopcji. Teraz mnóstwo par nie może mieć dzieci. Po co zabijać? A to trzecie… cholerka… no nie wiem co z tym trzecim. A w ogóle co mówi ta ustawa dokładnie?’

Właśnie: ktoś z Was czytał ustawę? Wie dokładnie o co chodzi? Większość ludzi pewnie obejrzała tendencyjny filmik portalu TVN24… Nazywający chorą aktywistkę głosem polskich kobiet…. Pozdro 600. Niech sobie obejrzą filmik z wywiadem z nią. Ja bym tam nie chciała, żeby to babsko mnie reprezentowało albo za mnie mówiło.

Zbijcie mnie, ale jestem za ochroną życia od momentu poczęcia. Przerwanie życia to z definicji zabójstwo. Jestem katoliczką. W to wierzę. Czy ktoś ośmieli się atakować mnie za moje wierzenia religijne?

I wreszcie czy moje katolickie wierzenia religijne są gorsze od muzułmańskich?

Anybody?

/Nie poruszyłyśmy tematu kar za przerwanie ciąży. W ogóle w tamtej chwili nie byłam świadoma tej części inicjatywy obywatelskiej czy też przyczynku do ustawy aborcyjnej. Podobno za nieumyślne spowodowanie przerwania ciąży są 3 lata więzienia. I że dotyczy to głównie innych osób: kogoś kto pobije ciężarną kobietę albo spowoduje wypadek samochodowy, w wyniku którego kobieta poroni. Jeśli sama spowoduje ten wypadek, pewnie dostanie zawiasy. Nie mam pojęcia. Kościół nie jest za karaniem kobiet za nieumyślne poronienie. Ale dlaczego miałoby to obchodzić media?..

Ogarnął mnie pusty śmiech, kiedy ktoś powiedział, że kościół nie powinien mieszać się do świeckich spraw. W państwie świeckim. Pozdro 500. Przecież Polska to kraj Katolicki. To stoi w konstytucji. KODowcy tego nie wiedzą? Przecież bronią tej konstytucji jak lwy (pomińmy fakt, że jest przestarzała i post-komunistyczna xD)/

 

 

Na koniec taki kwiatek: Petru oznajmił, że jest za przerwaniem życia między dwunastym a dwudziestym miesiącem ciąży. MIESIĄCEM. Moja mama powiedziała telewizorowi, że proponuje przerwanie ciąży po dziewięciu miesiącach. Najlepiej naturalnym porodem, bo to najlepsze i najzdrowsze zarówno dla matki jak i dziecka. 😛

Reklamy

013 Powód wszelakich problemów

Powodem większości ludzkich problemów jest nieprawidłowe sprawowanie opieki nad własnymi zasobami. To znaczy nad tą jedyną rzeczą, która zawsze jest nasza. Którą plemiona od wieków przystrajają, bo to jedyna rzecz która naprawdę do nich należy i której nie mogą gdzieś zostawić przenosząc się z miejsca na miejsce całą grupą – to ludzkie ciało. To ich ciało. Człowiek, czy w to wierzy czy nie wierzy, otrzymał od Tego Tam Na Górze ciało. I nie zajmuje się nim odpowiednio.

Miałby jeszcze wymówkę, gdyby wokół panowała wojna, która niesie ze sobą brud, smród, trupy, wszy, pchły, głód, brak wody bieżącej i pitnej. Brak leków, ogromne ilości stresu i obrazy zdarzeń, których nie da się ‚od-widzieć’. Gdzieś na świecie ludzie tak mają. Jak nie konflikt z Rosją, to wojny międzyplemienne w Afryce albo okrutny reżim w państwie.

Jaką wymówkę masz Ty?

Naukowcy dowodzą, dietetycy radzą. Powstają najbardziej łopatologiczne programy telewizyjne na temat produktów żywieniowych. Jak chociażby „Wiem co jem, wiem co kupuję”, czy jak się to tam nazywa. Są sklepy bio, ze zdrową żywnością. W Ameryce farmy bez chemikaliów itp. Istnieją lekarstwa na dolegliwości, suplementy. Od mileniów stosuje się z powodzeniem zioła. W Chinach powstawały całe (działające!) filozofie lifestylowo-żywieniowe. Wystarczy przeczytać książkę ‚Tao Żywienia’. Powstaje niezliczona ilość diet.

A ja co: mam anemię, jestem blada jak ściana, mam problemy z trądzikiem, przez długie okresy w roku prawie nie sypiam. Nie stosuję się do żadnej diety, przez wiele lat unikałam ćwiczeń jak ognia, uciekałam się do comfort food.

Doprawdy nie mam pojęcia jakim cudem dobiłam  t y l k o  do 65 kilo na 165 cm wzrostu.

Pół roku temu zaczęłam regularnie ćwiczyć dwa razy w tygodniu, a zamiast cukru stosować syrop z agawy. Ograniczałam słodkości, nie łączyłam mięsa z ziemniakami, unikałam mąki pszennej, stosowałam odstępy między jedzeniem i piciem (20 minut). I ograniczyłam ilość spożywanego mięsa. W wyniku tego wszystkiego na 165 cm ważę 59 kilo.

Efektu jojo nie ma, ale to jeszcze półmetek.Chcę wrócić do swoich 52. Mieścić się będę w BMI (czy wspominałam, że BMI to jakaś głupota?). I czuć o wiele lepiej ze sobą.

Dzięki ćwiczeniom czuję się lepiej i jestem silniejsza.

Co z tego? I co z tego – pytam. Skoro robię sobie krzywdę w inny sposób? Pomińmy fakt, że zupełnie nie kontroluję jakie ilości danych substancji potrzebnych do odpowiedniego dbania o ciało spożywam. Ja prawie że nie sypiam. I to przez większość roku. Mój dzień nie ma rutyny pielęgnacyjnej. Jest tylko plan:

  1. Jakimś cudem zwlec się z łóżka.
  2. Przetrwać.
  3. Położyć się spać przed 02:00.

Trochę snu i kierat.

Brak snu poważnie wpływa na moje funkcjonowanie. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czemu gdzieś postawiono szkaradny budynek – koszmar architektoniczny, to wiedzcie, że po studiach projektant stracił sporo ze swoich szarych komórek i jego mózg dobrze nie pracuje. Jak więc ma popełniać piękne, estetyczne, funkcjonalne realizacje, jeśli mózg mu nie działa?

Woman sleeps in the office during working hours

Ja już się absolutnie nie dziwię przejeżdżając Mogilskim. Widzę okropność zwaną Operą Krakowską, z której podoba mi się jedynie ustawiona przed wejściem rzeźba Mitoraja.

Jakoś funkcjonuję – tak mi się wydaje. Wstaję, piję dwie kawy, jem śniadanie jak mam czas… studia, studia, studia, rzeczy na studia. Czasami zapominam zjeść coś na obiad i napycham się na kolację – co jest złe. Energiser, gdy jest naprawdę źle. I wydaje mi się że działam, że przetrwam. Mimo zwątpienia w samą siebie od czasu do czau, ciągnę kierat z uporem wołu. W końcu jestem podwójna rogacizna (znak barana, rok kozy).

Prawda jest taka, że mój mózg nie pracuje odpowiednio. Jak sobie czegoś nie zapiszę, to zapomnę na śmierć. W dodatku zdarza się, że zapominam na śmierć, że i gdzie zapisuję sobie takie rzeczy. Funkcjonuję na granicy załamania nerwowego i efektów insomnii. Brakuje mi słów, idę gdzieś i nie wiem po co. Wylatują mi z głowy najbardziej proste, mechaniczne rzeczy.

Przysięgam, że udaje mi się zapomnieć, że miałam się iść wysikać i dopiero pęcherz mi przypomina i karze lecieć na złamanie karku. Celebrowałam dzień matki, ale zapomniałam sprawdzić kiedy jest dzień ojca i obudziłam się prawie miesiąc potem. Na szczęście nie przegapiłam… Ciągle zapominam że za kilka dni mój mężczyzna ma urodziny. Muszę sobie zapisać alarm w telefonie. Choć zdarza się, że wyłączam alarm bez patrzenia co jest napisane i zupełnie niezdziwiona brakiem dzwonienia w jakimkolwiek kościele, żyję sobie dalej.

To uczucie tracenia rozumu… kontroli nad sobą samym… I jeszcze jak sobie wyobrażę ile rzeczy mogłam zapomnieć, zaniedbać, zrobić źle… Ile rzeczy nie robię, a powinnam, żeby dbać o swoje ciało. Co ze mnie zostanie? Czy rozsypię się w wieku pięćdziesięciu lat na drobny mak? Podobno ludzkie ciało ma gwarancję do 40, a potem już tylko naprawy i części wymienne…

Jak żyć? Jak żyć…

Poszłabym spać, ale nie mogę.

012 Dzieło (2/2)

Piszę z odmętów przed-sesyjnej gorączki oddań. Oddałam dnia wczorajszego projekt biurowca, dostałam 4,5 i odetchnęłam z ulgą. To tylko nadwodna część góry lodowej. Góry stresu, zwątpienia, braku motywacji, przemęczenia, podejmowania się niemożliwego i deprawacji snu. Jestem wykończona i czuję się wydrenowana z jakiejkolwiek energii. A na jutro muszę skleić model…

the2bage2bof2badaline2bsoundtrackObejrzałam niedawno ponownie „Wiek Adaline„. To jeden z moich ulubionych filmów wszech czasów. Nazwałabym go nawet jednym z filmów mojego życia. Patrzyłam na przedstawienie życia głównej bohaterki. Rany.. gdybym mogła wchłonąć chociaż połowę tego spokoju, jaki cechował jej codzienność. Oczywiście fragment jej życia przedstawiony w filmie nie mógł być jednym z tych spokojnych i rutynowych. Nie opisuje się zwyczajności i normalności – nie przedstawia. Za zwyczaj się o niej wspomina, albo pokazuje krótki jej ułamek.

Widziałam kiedyś fragment „Wielkiej Ciszy„. Jeśli dobrze  pamiętam, jedyne słowa wypowiedziane tam były do kota. Film pokazywał życie zakonników. Podobno jest bardzo długi. Może, albo nawet na pewno, obejrzę go sobie kiedyś. Czasami mam właśnie taki nastrój, w którym byłabym w stanie obejrzeć coś tak… spokojnego. W niektóre dni byłaby to dla mnie nuda w najczystszej postaci. Na szczęście są i takie dni, kiedy jest odwrotnie.

17319_6Jedynym chyba filmem, który obejrzałam, którego akcja odbywała się w klasztorze było „Jasminum” Kolskiego. Piękny film. Ma w sobie ten faktor, który sprawia, że jakieś dzieło (film/książka/obraz) zasługują na przyrostek „mojego życia”.

(Jeśli ktoś jeszcze nie widział Janka z „Czterech Pancernych” z prosiakiem, to niech patrzy.)

Zastanawiałam się ostatnio przy okazji oglądania „Wieku Adalineczym jest ten zagadkowy faktor. Czy to jakaś esencja? Na przykład życia? Esencja, którą udało się uchwycić chociaż częściowo w jakimś dziele? Czy bardziej drobiazgowo można powiedzieć, że chodzi o jakieś życiowe prawdy? A może to dzieło ma przywracać wiarę (w człowieka), nadzieję (że wszystko będzie dobrze) i przypomina o tym co najważniesze (np. o prawdziwej naturze miłości (niekoniecznie romantycznej)).

Trudno powiedzieć.

Jakieś  pomysły?

Które filmy (mogą być książki) zasłużyły na Wasze miano „filmów życia”?

To na deser i na zachętę jeszcze Gustlik z kaczuszką 🙂

jasminum20fot20piotr20bjunowicz

012 Dzieło (1/2)

Miałam chyba dwadzieścia trzy lata i dawna przyjaciółka (jeszcze z dzieciństwa) zaprosiła mnie do siebie na imprezę, bo byłam akurat w Krakowie. To był wieczór, podczas którego nie wypiłam za dużo, nie zrobiłam niczego głupiego, nie ośmieszyłam się. Nie zdarzyło się na tej domówce nic szczególnego. No, może oprócz tego, że spełniłam takie swoje jedno, bardzo egoistyczne marzenie. Zagrałam w filmie. Co prawda nie było castingu, nie było świateł i nie było zdjęć. Zagrałam etiudę ze swojego życia, która nosiłaby tytuł ‚Triumfalny Powrót‚. To, że wszystko poszło tak gładko, sprawiło, że mam teraz wspomnienie, które długo nie wyblaknie.

Ubrałam nową sukienkę – niebieską, a nie w kolorze paryskiego olympia_bluebłękitu albo ultramaryny (ble!). Elegancką, ale casual. Cienkie rajstopy, fajne baleriny . Był to dobry dzień dla mojej figury, włosów cery i makijaż też mi wyszedł. Przyszłam na umówioną godzinę i oczywiście nikogo jeszcze nie było. Ale to dobrze, bo miałyśmy z moją byłą przyjaciółką czas trochę pogadać.

Kiedy zaczęli się schodzić inni goście miałam już podświadomy status prawie-gospodyni. Pomagałam przyjaciółce, ona przedstawiała mnie z takim namaszczeniem jakbym co najmniej wylazła z grobu, otrzepała się, poszła do sklepu i kosmetyczki po czym wpadła na chwilkę na jej skromne przyjęcie. Na pewno wyszło tak przez przypadek, ale obserwowane przeze mnie reakcje bawiły mnie, interesowały i dodawały pewności siebie której często mi brakuje.

91984-1gnijc485ca-panna-mc582oda-tim-burton-corpse-bride-thelksinoe006_corpse_bride_hr_09_-_960

Siostry przyjaciółki stwierdziły, że świetnie wyglądam i przypominam im Keirę Knightley, co by się broniło, gdyby nie partie klatki piersiowej. Przepraszam bardzo, ale jeśli chodzi o to, to ja i Keira jesteśmy niebo a ziemia. O różnicach mogłabym się rozpisać, ale po co. Może chodziło o kolor włosów i uczesanie?… Czort wie. Słyszałam ju o Natalie Portman albo Kirsten Stewart, ale Keira?… Do głowy by mi nie przyszło.

keiraknightley-3    10natalie20portman-2

bella-swan-nm-bella-tris-37125048-300-429

Nikt by mnie z nimi w życiu nie pomylił. Ja też siebie w nich nie widzę. Gdyby chociaż wszystkie miały ten sam typ twarzy! (tak, coś takiego jak typ twarzy istnieje na pewno).

Jedyne co je (chyba) łączy to  podobne kolory włosów i oczu. Ewentualnie coś może być na rzeczy, jeśli chodzi o kości policzkowe, ale jakoś mi się nie wydaje.

Może jednak tylko ta fryzura wtedy? Opadająca powieka? Nie wiem.

(zdjęcia dobrane pod kątem ewentualnego podobieństwa, gdyby ktoś się miał już zapierać zadnimi łapami, ale ja w to podobieństwo raczej nie wierzę)

W trakcie imprezy zdążyłam pogadać z dawnym kolegą z klasy, który wyraził żywą chęć spotkania mnie następnym razem jak będę w Krakowie (?). Może był w szoku widząc różnicę między molem książkowym przyspawanym do ściany, jakiego znał a pewną siebie odsztafirowaną babką, jaką zobaczył na imprezie. Czort go wie… również.

Potem lekko wstawiona przez jakieś dwie godziny dyskutowałam z pewnym gościem na temat tego co jest sztuką, a co nie. Co można uznać za dzieło 02malewiczczarnykwadratsztuki, a czego nie. Dla przykładu taki Czarny Kwadrat  albo tyłek odbity na ścianie w hotelu (przez Salvadore Dalego) nie. Ani trochę. Za to okres niebieski Picassa albo Mona Lisa da Vinci’eago i owszem.

Brylowałam w towarzystwie, a potwierdzeniem mojego statusu prawie-gospodarza było to, że miałam zostać na noc i żegnałam się z wszystkimi sama zostając w mieszkaniu. Mój egoizm był najedzony. Moje ego urosło do rozmiarów gargantuicznych, a ja zasnęłam z uśmiechem na twarzy. Następnego dnia obudziłam się o przyzwoitej porze bez śladów kaca i wybrałam do domu.

mv5bmzkxnda2nja4nl5bml5banbnxkftztgwodqymzqznte-_v1_cr059640360_al_ux477_cr00477268_al_To wszystko przypomniało mi się gdy oglądałam sceny z przyjęcia noworocznego w ‚Wieku Adaline‚. Ale o samym filmie może kiedy indziej.

Zapisz

005 Drugie szanse

Przez jakiś czas w moim życiu, obok rzeczy całkowicie normalnych i prozaicznych, rozwijał się przemysł kinowy. Box offices pękające w szwach, wielkie plakaty, trailery, premiery, gadżety. Szaleństwo na resorach. A ja w jakiś sposób brałam w tym wszystkim udział. Byłam konsumentem, który powinien dostać jakąś nagrodę za swój wkład w kinematografię xD Byłam na każdym niemal filmie. Od Kamienia Filozoficznego po Insygnia Śmierci, od Zmierzchu do Przed Świtem i tak dalej. Obejrzałam nawet wszystkich Władców Pierścieni. Również w kinie. Przeczytałam całą serię Harrego Pottera przed tym. I Zmierzch też.

W ogóle prawie zawsze czytam książki zanim obejrzę ekranizację. Tak było również z Dumą i Uprzedzeniem. Wersja z Kirą była spoko, ale nie mogła się równać z serialem z udziałem Colina Firth’a (best actor ever!).

Moje wrażenia na temat książek i ekranizacji były naprawdę rozmaite. Za pierwszym razem nie przepadałam za Władcą Pierścieni i jakoś nie zamierzałam go ponownie oglądać. Książki… Przeczytałam kiedyś Hobbita i dwa rozdziały Trylogii. Hobbit tak, Trylogia nie podeszła.

Harry. Książki mnie wciągały w miarę jak poprawiał się warsztat pisarski JK. Rowling. Do przeczytania pierwszej części musiałam się zmusić. Miałam wtedy jedenaście lat, ale nie takie rzeczy się pochłaniało. Ja pochłaniam książki od szóstego roku życia. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Kolejne części czytałam ciurkiem z wypiekami, w pogardzie mając sen i zadania domowe.

Filmy… Pierwsza część Harrego Pottera była niesamowita, ale nie potrafiłam się pogodzić z niezgodnościami między książką a ekranizacją. I o co chodzi z wmuszaniem w film dla dzieci aktorów ciemnoskórych? Oprócz Cho Chang i Kingsleya nie pamiętam, żeby była jakakolwiek wzmianka o tym, że ktoś ma jakiekolwiek, dalekie korzenie z Afryki.. Nie żebym była rasistką, bo nie jestem. Po prostu widzę co robią media. To trochę jak pranie mózgu. W Harrym tego nie było, ale gdyby mogli, wcisnęli by parę gejów. Serio. Hollywood……

To nie był jedyny powód, dla którego musiałam się przyzwyczajać do filmów z tej serii. Zmieniano sceny, zmieniano kolejność, pomijano te na które się bardzo czekało po przeczytaniu książki i dokonywano wyborów, które były dla nastolatki niezrozumiałe. Nawet scenografia co jakiś czas kreowała ogromy pytajnik nad moją głową. Jak kafelki w Ministerstwie Magii…

Teraz rozumiem i wiem więcej, jestem w stanie wiele zrozumieć. Stąd te drugie szanse.

O ile książki były średniej jakości, to historia jakoś się broniła i przeczytałam Sagę Zmierzch. Podobały mi się imiona, sceneria i tak dalej. Obejrzałam pierwszą część i byłam zachwycona. Zwłaszcza ścieżka dźwiękowa przypadła mi do gustu. Kupiłam nawet płytę. Gorzej było gdy w miarę czytania części nie mogłam zrozumieć, dlaczego Bella nie szurnie Edwardem i nie zejdzie się z Jacobem. Serio. Gdybym była na jej miejscu, to bym się nie wahała. Od samego czytania byłam Team Jacob. Zdegustowały mnie materiały o castingach, promocjach filmów i amerykańskich premierach. O ile z Harrym to było ok, bo to dzieci przebierały się za czarodziejów i chciały żeby magia istniała, o tyle Zmierzch skupiał piszczące nastolatki. Nie kontrolujące swoich reakcji jeszcze siusiumajtki, które na widok Edwarda albo Jacoba nie posiadały się z radości i w przenośni w te majtki sikały. Okropne. Czy one nie mają żadnej godności? I w ogóle co sobie wyobrażają? I gdzie są ich rodzice?

Miłość na ekranie.

Aragorn i Arvena – piękna, bajkowa, baśniowa miłość. Eowina (tak się to pisze?) wzdychająca do Aragorna – klasyk. Harry i Cho? Szkolne zauroczenie. Ron i Lavander? Dziecinada. Ron i Hermiona? No, ok. Harry i Ginny? Z dupy – za przeproszeniem. Gdzie miejsce na love story? Już Lupin i Tonks są lepsi, a o nich prawie nic nie ma. To Snape i Lily mieli już bardziej dramatyczną historię. A Lily i James? Sklęsłe coś. Bella i Edward? Epic and dangerous. Bella i Jacob? Niewykorzystana szansa. Jacob i Renesme? Are you kidding me?

Pomińmy to i przejdźmy do sedna.

Drugie szanse.

Obejrzałam niezliczoną ilość razy Władców Pierścieni i oprócz scenografii i efektów specjalnych, nie ma tam dla mnie nic ciekawego. Książek też nie przeczytam. Za to uwielbiam Hobbita. I książkę i film, choć go rozwlekli dla kasy (money, money, money…).

Moje młodsze rodzeństwo ciągle włączało sobie Harrego. Moja dwudziestodwuletnia siostra nadal słucha audiobooków. Przeczytałam książki po dwa razy i mi wystarczy. Przymykam nawet oko na Kamień Filozoficzny. Nie dziwię się, że z początku nikt go nie chciał wydać… Filmy – z nimi lepiej. Dużo więcej rozumiem i wiem. Oglądając kolejny i kolejny raz pojęłam pewne mechanizmy przy kręceniu takich rzeczy i jest dużo lepiej.

Ostatnio obejrzałam ponownie sagę Zmierzch. Chciałam spojrzeć na to wszystko po latach, inaczej i zrozumieć o co było wtedy tyle szumu. Czy filmy rzeczywiście były ok? Czy może raczej dziwne – jakimi je zapamiętałam. Oprócz pierwszego. Pierwszy był zrobiony dobrze. To się widziało od pierwszego obejrzenia. Zmiana reżysera była głupotą, ale cóż. Kobiety nigdy jakoś nie potrafiły się wybić wśród tego całego testosteronu reżyserii.

Obejrzałam i powiem szczerze (możecie mi wierzyć lub nie) zmieniłam Team Jacob na Team Edward. Choć osobiście prędzej schrupałabym Jacoba (nie mówcie mojemu A.). Miłość między Edwardem i Bellą okazała się być wystarczająco wiarygodna. Szkoda, że większość to jak przepisanie eventów z serialu Roswell. Na serio. Nawet to całe ratowanie głównej bohaterki i ciąża (chociaż ta akurat nie należała do głównej bohaterki). Jakoś przestałam się tym przejmować, kiedy wyobraziłam sobie czego ta cała historia (saga Zmierzch) może być metaforą w życiu codziennym Amerykanów. Nie idźcie tą drogą. Nawet sobie nie wyobrażajcie. Nie chcę, żebyście złapali doła jak ja 😛

Czy ktoś oprócz mnie ma jakieś spostrzeżenia na temat tych hitów kasowych kinematografii? Ktoś? Coś? Jestem bardzo ciekawa 😉